Zerwany ACL – historia prawdziwa. Bo zwykle dokładnie taki scenariusz mi opisujecie.
Zawodnik biegnie, hamuje, chce zmienić kierunek. Stopa zostaje na podłożu, ciało już skręca, kolano ustawia się w fatalnym momencie i nagle dzieje się coś, czego później nie da się „rozbiegać”.
Albo narta nie wypina się podczas upadku.
Albo na trasie MTB rower ucieka, zawodnik instynktownie podpiera się nogą, stopa zatrzymuje się na ziemi, a reszta ciała nadal jest w ruchu.
Sekunda.
Później pojawia się obrzęk, ból, czasem charakterystyczne wrażenie „uciekania” kolana, badanie kliniczne, rezonans i trzy litery, których żaden sportowiec nie chce zobaczyć w swoim rozpoznaniu.
Zerwany ACL.
Uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego należy do tych kontuzji, które potrafią zatrzymać sportowca w jednej chwili. Nie oznacza jednak automatycznie końca sportu. Oznacza coś innego: od tej chwili powrót trzeba potraktować jak projekt. Długi, wymagający i prowadzony znacznie precyzyjniej niż zwykłe „poczekam, aż przestanie boleć”.
zerwany ACL nie jest problemem tylko piłkarzy
Więzadło krzyżowe przednie, czyli anterior cruciate ligament, jest jednym z kluczowych stabilizatorów stawu kolanowego. Ogranicza między innymi nadmierne przemieszczanie piszczeli względem kości udowej i uczestniczy w kontroli stabilności rotacyjnej kolana.
A rotacja jest w sporcie wszędzie.
Piłkarz wykonuje zwód i gwałtownie zmienia kierunek. Koszykarz ląduje po wyskoku. Narciarz traci kontrolę nad jedną nartą. Tenisista hamuje i natychmiast rusza w przeciwną stronę. Zawodnik sportów walki zostaje wytrącony z równowagi przy ustabilizowanej stopie.
Co ważne, zerwanie ACL nie wymaga potężnego uderzenia w kolano. Wiele urazów ma mechanizm bezkontaktowy. Wystarczy niekorzystna kombinacja prędkości, ustawienia kończyny, obciążenia, hamowania i rotacji.
Dlatego tak zdradliwe jest myślenie, że skoro nie było spektakularnego wypadku, uraz nie może być poważny. A zerwany ACL wbrew pozorom poważny jest.
Może.
I czasami jest na tyle poważny, że zmienia cały sezon.
MTB, enduro i downhill. ACL nie lubi sytuacji awaryjnych
Kolarstwo górskie zasługuje tutaj na osobny akapit, ponieważ samo pedałowanie nie pokazuje nawet połowy tego, czego kolano doświadcza podczas agresywnej jazdy w terenie.
Wyobraź sobie techniczny zjazd. Rower zaczyna uciekać na kamieniach. Odruchowo wystawiasz nogę. Stopa trafia na ziemię i zostaje na niej przez ułamek sekundy, podczas gdy biodro, tułów i rower przemieszczają się dalej.
To właśnie takie nieplanowane sytuacje są problemem.
Do tego dochodzą skoki, lądowania, jazda na ugiętych nogach, gwałtowne przenoszenie ciężaru, wypięcie lub niewypięcie stopy z pedału oraz upadki, podczas których zawodnik praktycznie nie ma możliwości kontrolowania ustawienia kończyny.
W enduro i downhillu kolano musi reagować natychmiast.
I dlatego zupełnie inaczej należy patrzeć na człowieka, który po urazie ACL chce wrócić do rekreacyjnej jazdy po asfaltowej ścieżce, a inaczej na zawodnika, który chce ponownie puszczać hamulce na technicznych zjazdach.
To formalnie może być ten sam „powrót na rower”.
Biomechanicznie są to dwa różne światy.
Rekonstrukcja ACL to nie meta. To początek kolejnego etapu
W zależności od charakteru uszkodzenia, objawów, poziomu niestabilności, współistniejących urazów, wieku, oczekiwań oraz planowanej aktywności postępowanie po uszkodzeniu ACL może wyglądać różnie. Nie każdy przypadek oznacza identyczną ścieżkę leczenia i nie każdy sportowiec otrzyma takie same zalecenia.
Jeżeli wykonywana jest rekonstrukcja ACL, sam fakt przeprowadzenia operacji nie oznacza jeszcze odzyskania gotowości do sportu.
To jedna z najważniejszych rzeczy, które trzeba zrozumieć.
Powrót wymaga odbudowania zakresu ruchu, siły mięśniowej, kontroli nerwowo-mięśniowej, propriocepcji oraz zdolności kończyny do przyjmowania obciążeń właściwych dla konkretnej dyscypliny.
A potem trzeba nauczyć organizm ponownie wykonywać to wszystko szybko. Bo przeciwnik nie poczeka, aż świadomie ustawisz kolano. Korzeń na trasie nie przesunie się dlatego, że jesteś po rekonstrukcji. Narta nie zapyta, czy właśnie kończysz rehabilitację.
Właśnie dlatego o gotowości do powrotu do sportu nie powinien decydować wyłącznie kalendarz. Liczy się funkcja kolana i całej kończyny oraz wyniki odpowiednich testów ocenianych przez specjalistów prowadzących zawodnika.
„Nie boli” nie znaczy jeszcze „jest gotowe”
To jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów powrotu.
Człowiek zaczyna normalnie chodzić. Potem biegać. Wykonuje przysiady. Wraca siła. Kolano przestaje być centrum każdego dnia.
I pojawia się pokusa.
Skoro czuję się dobrze, może już mogę? Problem polega na tym, że sport nie odbywa się w warunkach kontrolowanego ćwiczenia.
Prawdziwym sprawdzianem może być dopiero zmiana kierunku wykonana na zmęczeniu, nieidealne lądowanie, kontakt z drugim zawodnikiem, nagła utrata równowagi albo sytuacja, której nie dało się wcześniej zaplanować.
Dlatego po zerwanym więzadle ACL trzeba odbudować nie tylko mięśnie.
Trzeba odbudować zdolność do reagowania.
A obok niej jeszcze jedną rzecz, o której mówi się zdecydowanie za mało: zaufanie.
Sportowiec, który przed każdym zwrotem zastanawia się, czy kolano wytrzyma, nie porusza się tak samo jak przed kontuzją. Powrót ma więc wymiar fizyczny, ale również psychologiczny.
Gdzie w tym wszystkim znajduje się orteza?
W przypadku powrotu po uszkodzeniu lub rekonstrukcji ACL często pojawia się pytanie o zastosowanie funkcjonalnej ortezy kolana.
Trzeba od razu postawić granicę: orteza nie zastępuje ACL, rehabilitacji ani przygotowania motorycznego. Nie może też być argumentem za przedwczesnym powrotem do sportu.
Jeżeli jednak specjalista prowadzący widzi wskazania do jej zastosowania, funkcjonalna orteza może stanowić dodatkowy element wsparcia kolana podczas aktywności.
I tutaj dochodzimy do rozwiązań Össur CTi, projektowanych właśnie z myślą o wymagających użytkownikach, w tym osobach uprawiających sport.
CTi3 jest rozwiązaniem dostępnym w standardowych rozmiarach. Dla wielu użytkowników odpowiednio dobrany rozmiar pozwala uzyskać bardzo dobre dopasowanie i wykorzystać ortezę podczas wymagającej aktywności.
Ale istnieje również drugi poziom.
CTi Custom.
To orteza wykonywana na indywidualne wymiary konkretnego użytkownika. I właśnie przy sporcie wyczynowym ta różnica zaczyna mieć szczególne znaczenie.
Jeżeli zawodnik ma spędzać w ortezie wiele godzin, wykonywać gwałtowne ruchy, jeździć w trudnym terenie, lądować, skręcać i pracować na granicy swoich możliwości, nie chce przez cały trening zastanawiać się, czy orteza znajduje się dokładnie tam, gdzie powinna.
Ma współpracować z jego ciałem.
CTi Custom można dodatkowo spersonalizować pod względem kolorystycznym, dopasowując ją do stroju startowego, barw zespołu czy sprzętu. Przy zawodowym sporcie przestaje być wtedy wyłącznie elementem ortopedycznym. Staje się częścią wyposażenia zawodnika.
Ortezy nie dobiera się do diagnozy. Dobiera się ją do człowieka
„Mam zerwane ACL. Jaką ortezę kupić?”
To pytanie wydaje się logiczne, ale brakuje w nim najważniejszych informacji.
Które kolano? Jaki jest aktualny stan stawu? Czy występują dodatkowe uszkodzenia? Czy pacjent jest po operacji? Na jakim etapie rehabilitacji się znajduje? Do czego chce wrócić? Do jazdy rekreacyjnej, zawodów enduro, narciarstwa, piłki nożnej, motocrossu?
Dopiero wtedy rozmowa o konkretnym rozwiązaniu zaczyna mieć sens.
Właśnie w takim podejściu specjalizuje się ProBrace Maciej Wawrzuta. ProBrace jest polskim dystrybutorem rozwiązań marki Össur, producenta ortez CTi, a z dobieranych przez firmę rozwiązań korzystają już setki zawodowych sportowców, ambitnych amatorów i osób wracających do aktywności po urazach.
Szczególnie przy CTi Custom doświadczenie osoby wykonującej pomiar i dobierającej rozwiązanie jest istotną częścią całego procesu.
Bo słowo „Custom” nie powinno oznaczać tylko droższej wersji produktu.
Powinno oznaczać: dla tego konkretnego człowieka.
zerwany ACL może zabrać Ci sezon. Nie musi zabierać sportu
Poważna kontuzja jest dla sportowca brutalnym doświadczeniem również dlatego, że nagle zabiera mu coś więcej niż sprawność.
Zabiera trening. Rywalizację. Rutynę.
Czasami start, do którego przygotowywał się miesiącami.
Nie da się obiecać, że każdy wróci na dokładnie ten sam poziom. Nie istnieje również orteza, która może dać taką gwarancję. Medycyna i sport są bardziej skomplikowane.
Można jednak zrobić wszystko, żeby powrót był prowadzony świadomie: właściwie zdiagnozować uraz, przejść odpowiednie leczenie, nie skracać rehabilitacji, odbudować funkcję kończyny i dobrać sprzęt do obciążeń, które naprawdę czekają zawodnika.
A jeśli jednym z elementów tego powrotu ma być funkcjonalna orteza, warto potraktować jej wybór równie poważnie jak wybór pozostałego sprzętu sportowego.
Nie dlatego, żeby już zawsze pamiętać o tym, że na koncie mieliśmy zerwany ACL.
Dokładnie odwrotnie.
Po to, żeby pewnego dnia podczas treningu złapać się na tym, że od dawna w ogóle o nim nie myślisz.
Maciej Wawrzuta
532 201 463


